Manga · PierwszeWrażenia · Recenzja

Monster #1 – Recenzja

Naoki Urasawa to postać znana każdemu szanującemu się miłośnikowi komiksu japońskiego. Na poletku mangowym jego dokonania są wybitne, a dzieła takie jak 20th Century Boys czy Monster stały się wzorem do naśladowania. Sposób prowadzenia historii, dokładność w wykorzystywanej nomenklaturze, szczegółowość i wielowątkowość to tylko przykłady cnót jakimi mangi tego twórcy mogą się poszczycić. Polski czytelnik zdążył poznać charakter takich historii dzięki wydanemu u nas Pluto, jednak to właśnie Monster jest pierwszym w zupełności samodzielnym tworem i czuć, że to właśnie w nim skrzydła kunsztu Urasawy zostały rozpostarte w zupełności.

298902

Zacznę od ważnej uwagi, i jednego z nielicznych minusów – nie czytajcie opisu zawartego z tyłu tomu. Zawiera on spoiler, który w mojej opinii psuje w pewnym stopniu odbiór (a przynajmniej fragment, do momentu ziszczenia się go podczas czytania). Zdecydowanie uważam, że jeśli nie dało się inaczej nakreślić fabuły, czego ja próby jednak niżej się podejmę, to poinformowanie o tym (choćby na oficjalnym profilu) byłoby jak najbardziej zasadne.

Doktor Tenma to szczycący się wybitnymi umiejętnościami lekarz. Urodzony w Japonii przybył do Niemiec zafascynowany rozprawą medyczną dyrektora tutejszego szpitala. Placówka ta posiadająca opinię najlepszej w kraju, jednak skrywa za medyczną kurtyną świat nie będący takim, o jakim marzył młody chirurg. Intrygi i manipulacje, niczym w świecie polityki, są na porządku dziennym. Ciąg zdarzeń nieraz będzie miotał nim, oraz jego wartościami, wystawiając na próbę moralność i zasady, wedle których starał się żyć. Rozczarowanie i zaskoczenie, to określenia najlepiej oddające to, co w konsekwencji gotuje mu los. Wszystko zmienia, wprowadzając na zupełnie nowe tory, seria morderstw, a dokładniej moment poznania tożsamości sprawcy. Kenzo Tenma zostaje skazany na rozpoczęcie krucjaty, a odnalezienie okrutnego mordercy i oczyszczenie swojego imienia staną się celem o najwyższym priorytecie. Prawdziwym potworem, jak zwykle, okazał się człowiek.

Początek każdej historii to przedstawienie szkieletu i osi, wokół której będzie dziać się akcja. Niemcy (Düsseldorf, Kolonia itp.), znaki tamtego czasu (między innymi preludium do ,,powodzi tysiąclecia”) odtworzone ze szwajcarską precyzją i realnością. Środowisko medyczne, z którego centrum wywodzi się nasz protagonista przekłada się na specjalistyczne słownictwo, wszelkiego rodzaju charakterystyczne wstawki czy nieraz udzielającą się szpitalną atmosferę. Uczucie to po części odchodzi wraz ze zmianą planu akcji na koniec, jednak, choćby przez zawód Tenmy, nie odejdzie w zupełności.

Jest jednak pewien fakt, który od początku rzuca się w oczy. Mianowicie bardzo skrajny podział na dobrych i złych. Gdyby nawiązać do Gwiezdnych Wojen, powiedzielibyśmy o rozdziale na jasną i ciemną stronę mocy. Brakowało mi początkowo środka, odchodzącego od jedynie dwu biegunowego ujęcia. Wszyscy wydawali się mało ludzcy, prezentujący moralnie radykalne formuły życia.
Gdyby przyłożyć ,,A,B,C etyki” nawet przez moment nie pojawiłby się wahania co do oceny każdej z pierwszoplanowych postaci. Cieszy jednak, że z każdą stroną tego rodzaju wrażenie zacierało się; traktuje to więc jedynie jako celowy zabieg, po którego dostrzeżeniu czytelnik z większa uwagą odbierze przemiany bohaterów.

Tu wypada wspomnieć o bardzo cenionej przeze mnie praktyce w prezentowaniu poprawnej nomenklatury, i pochwalić Hanami za konsultację medyczną (lek med. Bartłomiej Kuczyński) wyłączającą możliwość pojawienia się błędów w jej używaniu.

Gdybym miał wybrać cechę, która najbardziej ujęła mnie po lekturze, to bez wątpienia byłby to klimat. Poważna, nastawiona na dojrzałego odbiorcę (choć co to dziś znaczy? Czy istnieje jakakolwiek definicja dojrzałego odbiorcy? Może po przeczytaniu Monstera ktoś z Was, na jego podstawie, ją stworzy?) historia podejmuje tematy rozumienia moralności i sumienia. Stara się zadawać pytania o piramidę wartości, źródło istnienia empatii. Konfrontuje dobro i zło. Choć ze znamienitym dystansem, bo i tu Urasawa zdaje się wiedzieć, że oba te byty nie mają swych definicji, które wyczerpywałyby temat w całości. Wszystko to okraszone sytuacją wieku dwudziestego, upadkiem muru berlińskiego – słowem czasów ciężkich. Taka sceneria wraz z dramatyczną tematyką, w ujęciu mangaki o nieopisanym potencjale, wręcz musiała dać mieszankę nieporównywalną do niczego innego. Elementy te jedynie zapoczątkowane, wraz z postępem wydarzeń będą zapewne traktowane dogłębniej.

Z ciekawostek warto również wspomnieć o sporych ilościach zapożyczeń z wielu języków, w tym głównie niemieckiego i angielskiego (choć nie tylko, francuski dla przykładu też). Co mam wrażenie nie wynika jedynie z umiejscowienia akcji. Nadaje to specyficznego klimatu, i jest kolejnym argumentem na swego rodzaju wielopłaszczyznowość warsztatu Naoki’ego Urasawy.

Kreska jest absolutnie mistrzowska. Piękna i szczegółowa tam gdzie trzeba (widoki, panoramy, scenerie, architektura), dynamiczna przy zmianach tempa akcji, stonowana przy naturalnych i przeciętnych czynnościach. Niektóre kadry same w sobie zmuszają do zatrzymania się, i przyglądania się im w niemej fascynacji.

Poruszenie na forach wywołała kwestia tłumaczenia. Odpowiada za nie p. Radosław Bolałek i już na wstępie zaznaczam – merytorycznie jest ono w całej rozciągłości poprawne. Drugą rzeczą, którą też z miejsca należy wyjaśnić: określenie szpital-pomnik jest wciąż w użyciu i jako takie nie ma znamion błędu. Jedyne zastrzeżenie można mieć co do brzmienia tego typu określenia (mnie ono jednak zupełnie nie wadzi). Jednak faktem jest, że kilka uchybień się zdarzyło.
Literówki (np. ,,wychowzwali” str. 245), powtórzenia ( str. 59 czy 225 gdzie na dwa kadry koło siebie, przypada trzy razy słowo ,,parada przebierańców”), czasem nienaturalne/sztywne brzmienie, oraz co najbardziej irytujące – wiecznie powtarzane ,,AHA” (w pewnym momencie myślałem, że tak nazywa się sponsor wydania). Naprawdę, nagromadzenie tego trzyliterowego słowa każe się zastanawiać, czy nie ma w nim jakiegoś ukrytego, drugiego dna.
Zupełnie to nie zmienia jednak tego, że wszystko zostało przełożone poprawnie, i traktując jako całość – czyta się bez przeszkód.

Wydanie o sugerowanej cenie 65 zł ( wiele dyskontów i internetowych sklepów specjalistycznych sprowadza ją do pułapu 50 zł) jest, do czego przyzwyczaiło już nas Hanami, schludne i dobre. Grzbiet się nie łamie, jest numeracja. Miękka oprawa ze skrzydełkami, mnogość stron w kolorze, format: 150 x 210 mm, papier: offset (jedynie pierwsza kolorowa strona cierpi na ‘’rozpikselowanie’’).

monster_couv

Jak wspomniałem wielokrotnie wcześniej, Monster swoją premierę w Polsce zawdzięcza wydawnictwu Hanami. Anime na jego podstawie miało premierę już dawno temu, jednak wyjście poza czarno-białą sztukę odbiera magię tworom Urasawy. Zdecydowanie więc polecam początek przygody od komiksowego medium. I, choć wniosek taki na samym początku można uznać za zbyt daleko idący, jest to według mnie najlepsza obecnie manga na rynku. Nie muszę mówić jak wiele zyskał on dzięki tej publikacji. Zapowiadany przez HBO serial na podstawie Monstera, w reżyserii Guillermo del Toro, i stworzenie gruntu wcześniejszą publikacją od tego autora wydaje się niwelować ryzyko porażki. Szczerze sądzę jednak, że tak bardzo realistyczne i wierne w oddaniu rzeczywistości na papierze pozycje są niszą, a jako takie zawsze pewne niebezpieczeństwo klapy finansowej posiadają. Pewności więc mieć nie można, a decydowanie się na nie należy docenić. Choćby za to należą się podziękowania oficynie spod znaku wiśni.

Ukazywać się będzie w trybie trzymiesięcznym, i jak informuje nas ostatnia strona, drugiego tomu możemy spodziewać się już w czerwcu. Formuła zbiorczego wydania (2w1, co składa się na całość liczącą 9 wolumenów) intensyfikuje odbiór, co oczywiście uznaję za plus. Tak też dalsza pogoń za Monstrum rychło zaczyna nabierać rozpędu, namawiam więc Was byście byli świadkami wraz ze mną, tejże emocjonującej i potwornie wciągającej historii.

Meph

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s