Konwent · Relacja

Magnificon XII EXPO – relacja

Wśród zrujnowanych czasem i znudzonymi kibicami Cracovii budynków opuszczonych fabryk, nieopodal ogromnego, przemysłowego komina o podejrzanie radioaktywnych zastosowaniach, stał całkiem nowy i nowoczesny budynek, w którym odbywała się tegoroczna edycja Magnificonu.

Magnificon od pewnego czasu nie cieszył się dobrą renomą. Było to spowodowane dotychczasowymi miejscówkami, czyli nieszczęsną Halą Wisła, która, mówiąc szczerze, nie była miejscem stworzonym dla  organizacji konwentów, nawet tych sygnowanych jako EXPO, o ile robi to jakąś różnicę. Ale całkiem nowa miejscówka jaką jest EXPO Kraków to zupełnie inna bajka. Nowoczesny budynek z dużą ilością sal konferencyjnych, sporych rozmiarów halą, na której rozstawili się wystawcy oraz wydzieloną od niej przestrzenią na największe wydarzenia. Właściwie bliskie umiejscowienie wystawców i takich wydarzeń jak koncerty i cosplay mogło być momentami męczące, ale jednak nie na tyle, żeby było to warte odnotowania. A jednak to zrobiłem, damn. Jednak o ile trochę muzyki przy zakupach nie przeszkadzało mi, to już umiejscowienie gier muzycznych(nie pamiętam co to dokładnie było, ale było głośne) pod salami konferencyjnymi, było już poważnie nieprzemyślane. Nawet przy zamkniętych drzwiach było słychać jak dziatwa się bawi, a kiedy ktoś wchodził lub wchodził, to prowadzącemu nie pozostawało nic innego jak przerywać gadanie albo przekrzykiwać wielowatowe, wysokiej jakości głośniki. Z tą jakością żartuję, ale były naprawdę głośne. Sleeproom, czyli zupełnie osobny budynek znajdował się jakieś pół godziny drogi piechotą od konwentu. Na użytek konwentowiczów były oddane dwie sale gimnastyczne, które w zupełności wystarczyły. Pomimo tego, że odległość pomiędzy budynkiem sypialnianym a EXPO była satysfakcjonująca, to Miohi w określonych godzinach oddało w nasze ręce kursujący co ok. 20 minut autobus. Godziny było odpowiednio dopasowane do potrzeb, a autobus kursował wtedy często, więc korzystanie z niego było sporym ułatwieniem. Chociaż wiele osób z jakiegoś powodu nadal podróżowało pieszo. Z ciekawostek dotyczących miejscówki mogę dodać, że wiele osób, które korzystały w drodze na konwent z GPS-u lub Google Maps twierdziło, że według tych pomocy, ulica, na której znajdował się konwent… nie istniała. W połączeniu z post-apokaliptyczną okolicą mamy materiał na całkiem niezłą creepypastę. Swoją drogą panel o creepypastach był jednym z ciekawszych, polecam. 😉

Dodatki, które otrzymaliśmy przy wejściu, nie zachwycały. A był to taki sobie ident na sznurku oraz informator. Co prawda dodatki zawsze lądują w domu przysypane stosem innych dodatków, które czekają aż ktoś je wyrzuci, ale smyczą bym nie pogardził. Mam taki głupi fetysz, że zbieram smycze z różnych imprez, więc brak magnificonowej trochę smuci. Sale panelowe zostały ochrzczone przez zarząd budynku nazwami miast, więc otrzymaliśmy takie nazewnictwo jak: Praga, Wiedeń, Lwów, itp. Na dodatek były przemyślanie rozłożone, oznaczone charakterystycznymi barwami, a na informatorze została umieszczona przejrzysta mapka, więc to wszystko razem otrzymało status idiotoodprnej. Naprawdę! – nie można się było tam zgubić, a odległości pomiędzy nimi były niewielkie. Nieopodal konwentu znajdował się M1, czyli centrum handlowe, ale konwentowiczów, o ile nie zachcieli kupić jakiś mebli lub zabawić się w wesołym miasteczku, które było zorganizowane prawdopodobnie z okazji trwającego Dnia Dziecka, interesował głównie Real. Dotarcie do niego zajmowało ok. 5 minut. Większość paneli odbywała się bez zakłóceń, ale najczęstszą(zresztą jedyną na jaką się natykałem) wadą był brak dźwięku na niektórych panelach. Ale technicy stosunkowo szybko sobie z tym radzili. Co do wystawców to na pewno nie było można narzekać na ich brak. Byli wszyscy. Od kubków, poprzez podkoszulki i cycate podkładki pod mysz, aż po wydawców mang. Magnificon odwiedzili najmniejsi jak nowo powstałe wydawnictwo Ringo Ame, jak i najwięksi wyjadacze jak Yatta. Ilość paneli jak także ich rozplanowanie w czasie stały na przyzwoitym poziomie. Chyba każdy przez większość czasu potrafił znaleźć atrakcję, która by mu odpowiadała na tyle, żeby postanowił zmarnować godzinkę lub dwie. Rzadko mam okazję spędzić czas na konwencie bez narzekania na jakieś, mniej lub bardziej męczące, elementy. Ale grupie Miohi udało się zorganizować konwent wygodny, ciekawy, a przede wszystkim na tyle atrakcyjny, że obiecałem sobie moją obecność na kolejnej edycji. To była zdecydowanie udana impreza.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s