Manga · Recenzja

Rewolucja według Ludwika #1

 ok_rewolucja_wedlug_ludwika_01Dlaczego w ogóle zdecydowałam się na zakup Rewolucji według Ludwika? Właściwie sama nie wiem. Może po części dlatego, że ma jakiś związek z Baśniami braci Grimm, albo dlatego, że manga ta przypisana jest do szufladki podpisanej „czarny humor”? Niestety, ale same te drobiazgi nigdy nie były dla mnie dostatecznie pociągające, wygląda więc na to, że wybór ten był dość losowy. Szczęśliwie się jednak złożyło, że wydanych pieniędzy nie żałuję.

Wyobraźcie sobie, że Wasz syn jest kobieciarzem – kobieciarzem, który ma dość nietypowe zainteresowania, odbiegające od społecznie akceptowalnych zachowań. Co więcej, władacie krajem, a syn ten ma być spadkobiercą tronu! Czyż nie wypadałoby, by się w końcu ustatkował, zwłaszcza, że jest już w wieku jak najbardziej odpowiednim do ożenku? Oczywiście, ale nie takie to wcale proste, bo choć księciu łatwo wpaść w oko, to niestety – równie łatwo z niego wypaść, wystarczy bowiem wykazać jakąś aktywność- nie bez powodu bowiem książę jest nekrofilem. Ludwik więc, choć niespecjalnie przejęty swoją pozycją społeczną, akceptuje wolę swojego ojca i udaje się w świat w poszukiwaniu idealnej wybranki serca. Na swojej drodze spotyka prawdziwe piękności ze wspomnianych wcześniej „Baśni…”, piękne i powabne panny, dosłownie – anioły. Ludwik jednak poznaje coś więcej, niż puste skorupy jak u wymalowanych, ślicznych lalek – odkrywa także ich wnętrze, osobowość. Są one bliższe zepsutych, pełnych wad i grzechu charakterów z oryginalnych grimmowskich historii, niż tych z upiększonych, bajkowych wizji dla dzieci, które puszcza się dzisiaj w telewizji. Ba, można powiedzieć, że Kaori Yuki stworzyła ich zupełnie wypaczoną wersję, nie raz bowiem pomyślałam, że takich kobiet to ja bym w życiu spotykać nie chciała.

Chociaż tematyka wydaje się mroczna, należy pamiętać, że do czynienia mamy przede wszystkim z komedią. Czarny humor nie pojawił się w tagach bez powodu, Ludwik jednak nie jest nim przesycony, nie brakuje także prostych, prozaicznych żartów. Najważniejsze, że ta manga rzeczywiście śmieszy i zdarzało mi się wybuchać śmiechem w trakcie lektury dość często. Autorka zręcznie wykorzystywała każdą stworzoną przez siebie okazję, by z obecnych w mandze elementów tworzyć coś zabawnego – i wcale nie jest to wymuszone.

Bohaterowie – póki co – są siłą napędową humoru tej serii – przynajmniej w pierwszym tomiku. Zwłaszcza główny bohater, którego można uznać za wręcz chodzącą komedię – cudowna uroda, „niezdrowe” hobby, dystans do otaczającego świata, cynizm i absurdalny, kiczowaty sposób ubioru dobrze skomponowane w jedną całość stworzyły barwnego, autentycznie zabawnego bohatera, który na szczęście nie jest przy tym życiową pokraką, a wręcz przeciwnie – całkiem nieźle radzącą sobie ze światem postacią. Towarzyszący mu Wilhelm jest zwyczajnie sympatyczny i przyznaję, że niespecjalnie rozumiem, jaki miał mieć w zamyśle charakter, bowiem gdy jedna z napotkanych dam określiła go jako postać mroczną, szczerze się zdziwiłam – wydaje mi się spokojny, lekko introwertyczny i to by było chyba na tyle.

Bardzo się dla mnie liczy, że chociaż każdej z napotkanych przez Ludwika kobiet poświęcono raczej niewiele czasu, nie odebrałam ich jako płytkich i pozbawionych charakteru – wręcz przeciwnie, Kaori Yuki doskonale wykorzystała każdy kadr i zbudowała bohaterom stosunkowo złożone osobowości.

Dobrej historii towarzyszy przyjemna dla oka kreska, za której pomocą autorka zobrazowała różnorodne wizualnie postaci. Niestety nie brakuje kadrów, które – pomimo dobrego zagospodarowania treściowego – wizualnie wyglądają dość ubogo. Kaori Yuki nie zawsze dbała o ładne, dopracowane tła – a szkoda, bo na takie, do których się przyłożyła, naprawdę miło popatrzeć.

[przykładowe strony:

http://jpf.com.pl/index.php?content=cont_naszemangi.php&tytul=Rewolucja%20wed%B3ug%20Ludwika&log=nie ]

Tomik wydawnictwa J.P.Fantastica prezentuje się ładnie. Chociaż kolorystyka obwoluty nie przypadła mi do gustu, to papier, z jakiej została zrobiona, jest dla mnie idealnie sztywny. Elementem, który przykuwa mój wzrok za każdym razem, gdy sięgam po tomik, jest tytuł – czcionka, którą wybrali polscy graficy, po prostu dobrze wygląda, dzięki temu świetnie sprawdza się nawet jako proste, nieprzekombinowane logo. Duży format także jest dla wielu potencjalnych czytelników pociągający, przyznaję jednak, że wielkość tomiku nie robi dla mnie najmniejszej różnicy, standardowy rozmiar jest jak najbardziej zadowalający.

Jeśli chodzi o edycję mangi od środka, to także nie mam na co narzekać – marginesy wewnętrzne są w sam raz, drukarnia się spisała i przynajmniej mój tomik pod względem kolorów jest odpowiednio wyrazisty. Tłumaczenie także bez zarzutów – mangę naprawdę doskonale się czyta, w końcu gdyby nie to – nie byłaby taka zabawna.

Choć bardzo optymistycznie o Ludwiku… piszę, mam bolesną świadomość, że przeczytałam dopiero jeden z czterech tomików. Boję się, że żarty w dalszej części historii księcia nie będą mnie już tak śmieszyć, a perypetie poszczególnych bohaterek staną się mdłe i przewidywalne. Pierwsza część tej mangi jest na szczęście wystarczająco dobra, by delikatny spadek poziomu nie odbierał satysfakcji z lektury, bez wątpienia sięgnę więc po tomik drugi.

Okładka z oficjalniej strony wydawnictwa J.P.Fantastica

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s