Manga · Recenzja

Dengeki Daisy – recenzja całości

dd16-front--198x300 Przygodę z Dengeki Daisy zaczęliśmy w styczniu 2011 roku. Przez ponad 3 lata bez zbędnych opóźnień Waneko wydało wszystkie 16 tomików tej niezwykle ciepłej historii. Gdy pierwszy raz chwyciłam tę mangę do ręki nie sądziłam, że wciągnie mnie ona tak bardzo – nie miałam jeszcze wtedy doświadczenia z komiksami Kyousuke Motomi, znałam jedynie Beast Master’a, który co prawda stał się dla mnie dziełem w osobisty sposób wyjątkowym, ale jednak nie skusił mnie, by rozejrzeć się za innymi historiami tej autorki. Dopiero Dengeki Daisy skutecznie mnie ku temu skłoniło.

Jest to opowieść o miłości – opowieść, jakich wiele. Nastoletnia Teru Kurebayashi straciła swoją jedyną rodzinę – brata, który wychowywał ją i wspierał. Pozostawia jej telefon z zapisanym numerem do Daisy’ego. Ta tajemnicza postać stała się dla Teru powiernikiem, towarzystwem i wsparciem. Pisała do niego często, przywiązała się, ale niestety – nie mogła go spotkać, nie było to jednak dla niej przeszkodą. Dziewczyna nie ma lekkiego życia. W szkole dokucza jej samorząd szkolny, a na domiar złego tłucze szybę w jednej z sal i na zapłacenie za wyrządzone szkody oczywiście jej nie stać. W tej właśnie chwili wkracza woźny, który zgadza się pomóc dziewczynie w zamian za pomoc w pracy. Dyktaturę czas zacząć… Teru przyjmuje jednak wszystko ze stoickim wręcz spokojem i godzi się na wysługiwanie się nią przez Kurosakiego. Poznają się coraz lepiej i coraz lepiej poznajemy ich my. Dość szybko dowiadujemy się też, że to właśnie Kurosaki jest tajemniczym Daisym i że nie wszystko jest tak proste, jak by być mogło. Kłopoty, w które pakuje się Kurebayashi, wbrew pozorom nie zawsze z własnego wyboru, są znacznie poważniejsze, niż można by się spodziewać po tego typu komediowej mandze. Wraz z bohaterami wkraczamy w świat ludzi nieobliczalnych, gotowych poświęcić naprawdę wiele, by dotrzeć do celu. W świat intryg i działań poza prawem.

Istotny jest fakt, że pomimo tego mało przyjemnego wątku fabularnego, manga jest przede wszystkim zabawnym romansem. Wraz z rozwojem akcji nasi bohaterowie coraz bardziej się do siebie przywiązują i tworzą silną relację na solidnych fundamentach, koniecznie okraszoną licznymi żartami. Zarówno Teru, jak i Kurosaki, zachowują się odpowiednio do swojego wieku, myślą zarówno o sobie samych, jak i o tej „drugiej” stronie. Cieszy mnie, że Kyousuke Motomi zadbała o realizm związków między bohaterami – są oni związani nie biorącym się znikąd uczuciem, ale wspólnymi doświadczeniami i przeszłością, ich relacje przybierają konkretny kształt ze zrozumiałych powodów i to czyni je bardziej przystępnymi i naturalnymi z punktu widzenia czytelnika. Autorka nie zaniedbała pod tym względem postaci z drugiego i dalszych nawet planów.

Główną bohaterką jest wspomniana wyżej Teru Kurebayashi – dziewczyna bez rodziny i grosza przy duszy, utrzymująca się w liceum tylko dzięki zdobytemu ciężką pracą stypendium. Teru jest świetnym przykładem postaci doskonale zbalansowanej – autorce udało się zachować realizm nawet przy wykorzystaniu cech typowej – naiwnej, słodkiej i uroczej – bohaterki mangi shojo. Kurebayashi jest poza tym dumna i inteligentna. Widzi dalej i więcej, niż można by się spodziewać po prostym romansie. Nie brakuje jej odwagi i wyczucia sytuacji, wie, na co może sobie w danej chwili pozwolić i gdy trzeba jest oszczędna w słowach, ale aktywna w działaniu. Wyjątkowo rzucił mi się w oczy jej instynkt samozachowawczy – Teru wyczuwa niebezpieczeństwo i wie, jak powinna się zachować, by ograniczyć ryzyko do minimum. Zapewne podążałaby w tym właśnie kierunku, gdyby nie dobrze usystematyzowane priorytety i silny kręgosłup moralny oraz świadomość, że sytuacja jest bardziej skomplikowana niż proste iść – nie iść.

Towarzystwo Teru stanowi woźny, potocznie zwany cieciem. Główny wątek fabularny kręci się właśnie wokół Kurosakiego Tasuki, na co dzień pracującego w szkole, w której uczy się nasza bohaterka, po godzinach piekielnie dobrego hakera, szukającego odpowiedzi na pytania, dotyczące wspólnej przeszłości niektórych bohaterów, oraz chroniącego tyły Teru przed różnymi ciemnymi typami, łasymi na informacje, które rzekomo miał zostawić po sobie jej brat. Jest więc z jednej strony opiekuńczy, a z drugiej – ma swoją własną tajemniczą historię. To bardzo typowe dla bohaterów takich jak on, ma jednak w sobie coś, co go wyróżnia. Przede wszystkim Kurosaki potrafi zachowywać się adekwatnie do swojego wieku. Potrafi się wygłupiać i z natury jest lekkoduchem, ma jednak poczucie odpowiedzialności i w sprawach ważnych zajmuje jasne stanowisko.

Poza głównymi bohaterami poznajemy także ludzi z ich środowisk – siłą rzeczy każde z nich obracało się dotąd w innym towarzystwie, co determinuje przede wszystkim wiek. Gdy czyta się rozdziały, w których mamy do czynienia zarówno ze znajomymi Teru, jak i Tasuku, dobrze widać, jak bardzo autorka przyłożyła się do tworzenia postaci. Młodsza grupa jest bardziej naiwna i niewinna, mniej świadoma, ale też odważniej stawia swoje kroki. Podchodzą do życia bardziej beztrosko, są bardziej spontaniczni i nie patrzą tak daleko w przyszłość. Widać różnicę w dojrzałości, Kyousuke Motomi doskonale podkreśliła tę rozbieżność doświadczeń. To starsi czują na swoich barkach większą odpowiedzialność, są bardziej świadomi niebezpieczeństw, tego, czym może grozić nieprzemyślane działanie i między innymi to jest powodem, dla którego często bez pomocy świeższego umysłu nie byliby w stanie podjąć stanowczych, często ryzykownych, ale koniecznych kroków. Potraktowałam ich wszystkich zbiorowo, ale nie znaczy to, że nie wyróżniają się na tle innych – każdy ma swoją własną przeszłość i własny charakter, nie chcę jednak zdradzić zbyt wiele, gdyż tę gromadę niemal żywych postaci poznaje się z przyjemnością.

Rysując Dengeki Daisy Kyousuke Motomi ustaliła priorytet na dwie rzeczy – dynamikę oraz emocje. W mandze jest mnóstwo kresek symbolizujących ruch, ujęć z przeróżnych perspektyw i postaci przedstawianych w ruchu. Ciężko znaleźć kadr, w którym bohater po prostu stałby sobie spokojnie. Bardzo zyskują przez to twarze – cały czas ktoś mówi, krzyczy, uśmiecha się, płacze, martwi się czy denerwuje, mimika jest więc bardzo bogata. Poza tym rysunek jest schludny, a projekty postaci przyjemne dla oka. Niestety, na tym kończą się zalety oprawy graficznej Dengeki Daisy. Manga jest bardzo uboga w detale, często teł w ogóle nie ma, a jak są, to bardzo proste. Szkoda, bo Kyousuke Motomi w kilku miejscach pokazała, że potrafi narysować ładne, przejrzyste tła, nieprzytłaczające i niedominujące nad głównym planem w kadrze.

Polskie wydanie spod szyldu Waneko to przede wszystkim ładne obwoluty – przejrzyste i z dobrze dobranymi czcionkami; także wewnątrz tomików mamy do czynienia z przyzwoitą typografią. Onomatopeje są przetłumaczone i niemal zawsze ich japońska wersja została wymazana. Druk jest wyraźny, a papier nie prześwituje, jest też przyjemny w dotyku, a tomiki nie mają tendencji do falowania. Za wadę polskiego wydania można uznać bardzo mały format, mnie jednak on nie przeszkadza.

W polskim wydaniu najbardziej przypadło mi do gustu tłumaczenie. Mangę czyta się płynnie, styl wypowiedzi postaci jest swobodny i naturalny. Gdy trzeba, dialogi są naprawdę zabawne, a dobór słów tłumaczek – Magdaleny Malinowskiej i Katarzyny Zimoch – nieraz mnie zaskakiwał i wywoływał uśmiech na twarzy. Jest kilka zwrotów, które szczególnie zapadły mi w pamięć, jednak dla Waszej przyjemności z czytania zachowam je dla siebie, bowiem zobaczone po raz pierwszy bezpośrednio w mandze z pewnością robią znacznie lepsze wrażenie.

Dengeki Daisy to banalne shojo poprowadzone w niebanalny sposób. Wyróżnia się dokładnością, z jaką autorka rozwinęła fabułę, oraz realizmem postaci i łączących ich relacji. Opiera się na schematach, ale w bardzo przyjemny, nieprzytłaczający sposób. Dzięki balansowi między komedią a dramatem otrzymujemy sympatyczną historię, która nie zalewa nas nadmiarem emocji ani tym bardziej nie zanudza powtarzalnymi żartami. Przede wszystkim jest to jednak romans, historia o miłości dwojga ludzi, którzy w niesprzyjającym świecie po swojemu próbują radzić sobie z życiem. Nie jest to droga pokazana w sposób wyjątkowy, ale sądzę, że powinna trafić do wielu z nas dzięki swojej nienachalnej naturalności.

*Okładka ze strony głównej wydawnictwa Waneko

Reklamy

2 thoughts on “Dengeki Daisy – recenzja całości

  1. No, na dniach wreszcie skończyłam to mogę wreszcie skomentować 😛
    Naprawdę dobra recenzja 😀 Czyta się dobrze i wydaje mi się, że świetnie rozebrałaś serię na czynniki pierwsze. Zgadzam się, że jest to dość niebanalna historia, co w opanowanym przez ścisłe schematy shoujo, jest naprawdę godne uwagi.
    Btw, zauważyłaś, że romans Teru i Kurosakiego jest o tyle nietypowy, że w żadnym momencie (no chyba, że mi uleciało z głowy) nie zastosowano tutaj efektu trójkącika? Żadna zazdrosna laska z przeszłości, żaden „drugi” i decyzje kto jest prawdziwą miłością… Całkiem odświeżające przy tak długiej serii 😀 Choć oczywiście romans ciągnął się jak flaki z olejem…
    Pozdrawiam ^^

    Lubię to

    1. Cieszę się, że recenzja się spodobała. 😀
      Rzeczywiście, nie pomyślałam o tym przy pisaniu, ale faktycznie, motyw trójkącika jest już w shojo niemalże nie do ruszenia, a tu proszę – nie ma! Powinnam była wspomnieć o tym w recenzji… Chociaż może to i dobrze, może ktoś, kto by tu zajrzał przed lekturą Dengeki Daisy będzie miał dzięki temu miłą niespodziankę. 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s