Manga · Recenzja

Grimms Manga – recenzja

GrimmsManga_tom2-e1410265884953Czekając na kolejny tom Rewolucji według Ludwika przypomniałam sobie, że w moich skromnych zbiorach znajduje się jeszcze jedna manga nawiązująca do Baśni Braci Grimm. Mam na myśli Grimms Mangę od wydawnictwa Yumegari. Przyznaję, że miło było wrócić do tych skromnych dwóch tomików.

Nie mamy tu do czynienia z typową adaptacją znanych baśni, nie jest to też jednak parodia czy czarny humor jak w Ludwiku. To, co zaprezentowane zostało w mandze Kei Ishiyamy, raczej luźno nawiązuje do oryginalnych historii i czerpie przede wszystkim z samych ich rdzeni. Poszczególne opowieści zajmują bardzo niewiele miejsca – w pierwszym tomiku standardowej grubości mieści się pięć historii, z czego jedna długości dwóch rozdziałów, w drugim zaś cztery, z czego również Kot w butach i Śpiewający, skaczący skowronek są bardziej obszerne.

Poziom jest bardzo nierówny. Normalnej długości baśnie sprawiają często wrażenie kończących się zbyt krótko i przez to raczej nie wzbudzą w czytelniku większych emocji, są jednak napisane porządnie i w niewątpliwie unikalny sposób. Te obszerniejsze historie są bardziej wciągające i zawierają pełniejszą fabułę, niepozostawiającą niedosytu.

Klimat jest niepowtarzalnie uroczy – pozytywne, niewinne i pełne dobroci postaci podążają nowymi ścieżkami po znanych nam już krainach. Próżno szukać w tej wersji cynizmu czy smutnych zakończeń, zresztą takowe pasowałyby do niej jak pięść do nosa.

W Grimms Mandze Kei Ishiyama przedstawiła swoje niestandardowe historie w dość typowym stylu – każda z baśni stanowi odrębną opowieść i próżno dopatrywać się w nich jakiegoś punktu wspólnego (poza klimatem, nastrojem). Z tego powodu można każdą z nich czytać z osobna – jeśli odbiorca uzna, że podoba mu się kilka odrębnych historii, może przeczytać konkretne rozdziały nawet nie pamiętając, co działo się na pozostałych kartach tomiku i uważam, że jest to swego rodzaju zaletą. Taka budowa mangi sprawia też, że ciężko jest krótko streścić, o czym ona w ogóle jest, jednemu jednak nie sposób zaprzeczyć – z kadrów pachnie ciepłymi uczuciami i pozytywnym nastawieniem do świata. Przyznaję, że mnie to kupiło – nadmiar cukru co prawda szkodzi na zęby, bywa jednak rzeczą bardzo smaczną.

Słodycz Grimms Mangi potęguje rysunek – pełen uroczych detali niczym z krainy po drugiej stronie tęczy. Autorka pokazała swój kunszt i odmawianie jej talentu byłoby zbrodnią, widać bowiem, że nie tylko włożyła w swoją pracę sporo wysiłku, ale ma także wyczucie względem kompozycji i kadrowania. Każde okienko w mandze jest świetnie zagospodarowane – nie ma pustki, widzimy jedynie umiarkowany przepych, niezaprzeczalnie kontrolowany. Niestety kolorowe strony (po cztery na tomik) robią już gorsze wrażenie, wyglądają bowiem na płaskie i wyblakłe. Na ile to jednak wina autorki, a na ile druku – nie wiem.

Polskie wydanie spod znaku Yumegari to przede wszystkim sztywna (nie twarda!) oprawa pozbawiona obwoluty, której mnie osobiście trochę brakuje. Okładki są ładne i schludne – przy tak szczegółowych rysunkach można było się obawiać, że ekipa nie podoła stworzeniu kompozycji, która nie będzie przesadnie ozdobna, na szczęście wydawnictwu udało się z tym poradzić i to należy pochwalić. Typografia, mierzona okiem laika, wygląda dobrze – podoba mi się dobór czcionek, nie zauważyłam także niezgodności stylu między pismem a rysunkiem. Edycja zaś spisała się bardzo przy onomatopejach – japońskie zostały zgrabnie zastąpione ich polskimi odpowiednikami. To, co mnie się w wydaniu Yumegari nie podoba, to klejone grzbiety – manga była czytana ledwie trzy razy a odnoszę wrażenie, że kolorowe strony wypadną lada chwila. Tłumaczenie jest za to godne pochwały – chociaż nie wywołuje efektu „łał”, przyjemnie się je czyta i styl jest jak najbardziej dostosowany do klimatu tej pozycji oraz do sposobu wypowiedzi poszczególnych postaci.

Przyznaję, że nie wszystkie historie mi podeszły. Śmiało mogę jednak polecić Jasia i Małgosię. Dzięki temu, że zostały lepiej rozwinięte, na przeczytanie na pewno zasługują wszystkie dłuższe baśnie. Bardziej podobał mi się tomik drugi, w którym tych dłuższych historii zamieszczono aż dwie. Różnica poziomu rzuca się jednak w oczy dopiero przy opowieściach jednorozdziałowych – bowiem zarówno Królewna Śnieżka, jak i Żabia Księżnika, pozostawiły mnie z uśmiechem, usatysfakcjonowaną, zaś Czerwony Kapturek i Roszpunek, obie z pierwszego tomu, zwyczajnie skończyły się zbyt szybko. Polecam więc tę mangę z całego serca każdemu, kto lubi czasem sięgnąć po coś słodkiego i pełnego ciepła, a nie jest przy tym kolejnym shojo z plakietką „romans”.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s