Manga · Recenzja

Rock na szóstkę

d26572e4f5f3398b29534463e0c41cd3

Choć od premiery minęło już sporo czasu, a recenzja była już gotowa po otrzymaniu tomiku z preordera, to dopiero teraz publikuję swoje przemyślenia i spostrzeżenia odnośnie wydania. Powodem było wychwalanie tytułu ponad niebiosa, zakrawające o stawianie ołtarza świetności i genialności. Postanowiłem wstrzymać się z publikacją, odczekać trochę czasu, przeczytać jeszcze raz i napisać coś nowego. Minęło prawie pół roku, przeczytałem ten tytuł kilka razy i nadal uważam go wartego uwagi i godnego przeczytania, a zachwyty, które towarzyszyły mi za 1-szym razem, nie opadły.

Chciałbym się także do czegoś przyznać. Kupiłem tę mangę tylko dlatego, że na okładce była dziewczyna z gitarą. Nie czytałem recenzji, opisów czy przykładowych stron. Spodziewałem się jakieś ciekawej muzycznej historii plus trzech dodatkowych, które raczej mnie nie zainteresują. Gdy już otrzymałem swój tytuł, zabrałem się za czytanie. Nawet nie wyobrażacie sobie zdziwienia, które namalowało się na mojej twarzy po lekturze tomiku. Okazało się, że cała manga nie jest o muzyce, a trzy3 historie, które miały być jedynie dodatkami, były tak samo, jak nie jeszcze bardziej interesujące od tytułowego Rock na szóstkę. Jednak nie o tym chciałem tutaj pisać.

Pierwszą historią, w którą się zagłębiamy, nosi tytuł Rock na szóstkę. Jest to opowieść o dziewczynie imieniem Miyako Kitagawa, którą od małego ojciec uczył, by nie była taka jak on. Opowiadał jej historie ze swej młodości oraz ile problemów sprawiał jej matce, oraz by przestrzegała zasad i była szczęśliwa. Miyako wzięła sobie nauki ojca do serca. Pragnie przejść przez życie, przestrzegając reguł, i chce zostać urzędniczką, by wieść spokojne życie bez problemów. Niby wszystko pięknie, ale każdy kto cokolwiek planował wie, że nawet idealny plan w pewnym momencie zaczyna się komplikować. Odnosząc gitarę do klubu teatralnego, zaczyna na niej grać, a całe to przedstawienie ogląda jej kolega z klasy – i zupełne przeciwieństwo – Kotaro Azuma. Jej gra bardzo mu się spodobała, a że niedawno z jego zespołu odszedł gitarzysta, postanawia szantażem zmusić ją do przyłączenia się do nich. Kitagawa może i by się zgodziła, gdyby nie to, że działalność wszystkich zespołów została zawieszona i jest wbrew regulaminowi, by uczniowie w takowych się udzielali. Tak zaczyna się jej wielka przygoda z muzyką, a regulamin i szczęście, o których ojciec  jej mówił, nie zawsze idą w parze…

Kolejnym tytułem jest 30-sto stronicowa opowieść o zauroczeniu chłopca (którego imienia nie znamy) Hanako z klasy obok. Poznaje on ją na rozpoczęciu szkoły, kiedy to ona myli klasy. Ten mały drobiazg, którego był świadkiem, sprawia, że mimowolnie jego wzrok wędruje w jej kierunku i zaczyna się rodzić pewne uczucie, którego chłopak sam nie rozumie. O tym rozdziale zatytułowanym Hanako z ławki obok nie da się więcej opowiedzieć, nie zdradzając fabuły czy zakończenia. W moim odczuciu jest to najlepsza historia w całym tomie i zdecydowanie wyróżnia się wśród pozostałych w nim zawartych.

Troje do kochania opowiada o trójce przyjaciół Natsuo, Haruichi i Shu, którzy znają się od małego. Wierzą, iż zasada, że nie ma przyjaźni między kobietą i mężczyzną, się ich nie tyczy. Wszystko się jednak komplikuje, gdy Haruichi wyznaje miłość Natsuo. Natsuo odpowiada mu, że kocha Shu, a Shu kwituje całość, ogłaszając, że ma już dziewczynę i nie odwzajemnia jej uczucia.

Ostatnią finalną historią zawartą w tej mandze jest debiutancka manga autorki pod tytułem Czemu wciąż go obserwuję. Opowiada ona o Hazuki Nakano i sąsiedzie ze szkolnej ławki Yocie Murakamim, o tym jak bardzo on ją irytuje, a jednocześnie jego blond włosy przyciągają jej wzrok…

Wsztystkie historie łączy motyw miłości, ale w każdej z nich ma on inny wygląd. Powiedzmy sobie trochę teraz o wydaniu.

Tomik jest wydany w powiększonym formacie (tj. 135×195 mm). Jeśli macie od Waneko Battle Royal, Dogs, NHK czy Silver Spoon, to nie jest on wam obcy. Ci, co nie znają, to uprzedzam: szybko uzależnia i ciężko wrócić do formatu standardowego, jakim raczy nas większość wydawców.

Papier także nie różni się od tego, jaki znamy z innych tytułów od Waneko, strony są białe, druk jest czarny, nic nie prześwituje. Generalnie wszystko jak należy.

Okładka nie jest przesadnie sztywna i nie utrudnia mocniejszego otwieranie tomików. Obwoluta na niej podobna do oryginalnej i bardzo ładnie prezentuje się ten niebieski z kolorowym logo. Co do logo, to chciałbym jeszcze dodać, że wybór polskiego tytułu zasługuje na pochwałę dla całego wydawnictwa i osoby, która go wymyśliła, a grafik, który je projektował na podobieństwo japońskiego, odwalił kawał dobrej roboty. Całość wraz z błyszczącą obwolutą bardzo ładnie do siebie pasuje.

Teraz trochę o fabule pierwszej jednotomówki Waneko. O ile 1-sza i 2-ga historia kupiły mnie w całości, tak 3-cia i 4-ta już nie do końca. Są oczywiście dobre i przyjemnie się je czyta, ale na tle dwóch2 pierwszych wypadają blado. Nie miałem problemu, by streścić dwie pierwsze historie, ale dwie kolejne już tak.

Pani Rokita spisała się na medal przy tłumaczeniu. „Baboli” językowych i składniowych nie zauważyłem, czyta się to lekko i przyjemnie.

Polecam wszystkim, którzy lubią lekkie, przyjemnie, z życia wzięte historie szkolne.

Jaskół

Reklamy

One thought on “Rock na szóstkę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s