Felieton · Manga · Recenzja

Abara: Żebra – czyli o tym, jak rysować apokalipsę.

W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku…

blame_tsutomu_nihei_wallpaper-6219

Spotkali się raz jeden Beksiński, Giger i Enki Bilal. W pewnym momencie dołączył do nich student ASP z długopisem. Usiedli przy jednym stole, łącząc jaźnie w doskonałej symbiozie, i zaczęli tworzyć. Choć efektu nie można nazwać mistrzostwem kreacji scenariusza, spod ich ręki wyszło coś niesamowicie pochłaniającego. Coś niepowtarzalnego. Szarpany artyzm? Jakkolwiek by tego nie nazwać, zobaczyć na własne oczy warto.

Tsutomu Nihei – urodzony 1971 roku, w prefekturze Fukushima. Studiował w Japonii architekturę (co jest ogromnie istotne, gdy zagłębić się w szczegóły tworów mangaki), później wyjechał do Ameryki i pracował przez rok dla firmy z Nowego Jorku. Wrócił do kraju, poświęcając się karierze rysownika. Z dodatkowych elementów biograficznych warto wspomnieć, iż współpracował z Tsutomu Takahashim, autorem wydanego u nas Blue Heaven.

Do najważniejszych prac Nihei należą Noise, Blame!, Biomega, Abara i dalej wychodząca Knights of Sidonia. Nieraz sugerowano, że każdy z tych tytułów dzieje się w jednym uniwersum, jednak w innej rzeczywistości i czasie. Przekonuje ku temu ogrom nawiązań, do których Nihei ma słabość: bardzo podobne fizycznie postaci, puszczanie oka elementami otoczenia, przedmiotami itp.

Spotkanie z pierwszego akapitu odbyło się nie bez powodu. Twórczość Beksińskiego jest znana na skalę światową, a ręka Nihei tworzy sztukę, będącą jej czarno-białym odbiciem. Enki Bilala zaistniał w Polsce dzięki Trylogii Nikopola. A Giger, hm… Giger jest jego siostrzaną duszą, patrząca na sztukę kreacji tymi samymi oczyma.

donniedarko kosc

Gdy przejrzeć portfolio twórcy ksenomorfa (Obcy), już po paru chwilach nie będzie można powstrzymać wrażenia plagiatu.  Przez wzgląd na klimat i ujęcia własnego wyobrażenia obcej architektury, emanującej mrocznym monumentalizmem, wszystko wydaję się wzajemną inspiracją. Można uznać, że jeden od drugiego ściągał, niczym koledzy z uczelnianej ławki na egzaminie. Dla wyróżnienia w Abarze (choć nie tylko) obrany został kierunek wyludnienia i postapokaliptycznej rzeczywistości.

Nihei ma jeszcze jedną wspólną cechę z Hansem Rudolfem Gigerem. Każda jego praca, jeśli tylko taki był jej cel, wywoływała niepokój. Niemy strach, fascynację. To ta siła, której nie można zdobyć, a otrzymuje się ją w darze. Skrzywiony rodzaj talentu, jeśli wziąć pod uwagę jak daleko ponosiła go niejednokrotnie wyobraźnia (cyber-erotyzm) .

 pol2

Uczucia, które dało mi wertowanie kart tego komiksu, są jednymi z najpiękniejszych, jakie to hobby jest w stanie zaoferować. Odczuwanie początkowo tej samej wiary co autor, a później już pewności, iż jego rysunek przemawia. Nawet gdy na stronie nie ma żadnego dymku – tylko przestrzeń, budynki – ten komiks mówi. Równie chłodno z kreowaniem fabuły jest nie tylko tutaj, w Abarze – odznacza się tym każda praca Tsutomu. Nowa-stara kategoria estetyki.

Budowana historia jest oszczędna, wciąga minimalizmem przedstawienia. Choć zdaje się skupiać na akcji, faktyczny nacisk położony jest na coś zupełnie innego, w zupełnie innym miejscu.

Może ktoś postawić zarzut, że za mało o samej Abarze w tekście o Abarze, ale nie da się przedstawić rzeczy celowo ukrytych za kurtyną, bez szkody dla nich samych.  Zamiarem autora było wykreowanie świata, który jeśli na przekór chce się  przedstawić  z dostępnych ogólników i nakreśleń, uprości go. Wykastruje z najlepszych cech. Tajemniczość, klimat, ukryte motywy. Cały warsztat i wykonanie jest temu podporządkowane.

bek3

A więc co można konkretnie powiedzieć? Skondensowana fabuła, zawarta w normalnych dwóch tomach (u nas połączone w jeden), opiera się na chimerycznych ewolucjach organizmów biologicznych, zamieniając ich elementy w broń, zbroje czy częściej – potwory. Białe Pustelniaki, jako pierwotni nosiciele zagłady, zostali stłamszeni przez ostatnią nadzieję ludzkości – stworzone na podstawie Białych – Czarne Pustelniaki. Po takiej osi odbywamy intuicyjną podróż z głównym protagonistą, Denjim Kudou.

Jednak, wierzcie mi, to jedynie ułamek, motyw, dzięki któremu ujawnia się clou programu. A jak nie zawierzacie mi, to spróbujcie wielostronnym dyskusjom z zagranicznych forów i skrypto-słowniczkowi na końcu mangi.

Transhumanizm (czasem skracany do >H lub H+) – to ideologia postulująca użycie nauki i techniki, w szczególności neurotechnologii, biotechnologii i nanotechnologii, do przezwyciężenia ludzkich ograniczeń i poprawy kondycji ludzkiej.

Wydaje się, że to właśnie H+ sponsoruje każdy zalążek pomysłu Nihei. Jednym razem w wersji cybernetycznej (Blame!), a innym – jak właśnie w Abarze –  łączony bio-koncept z postcyberpunkiem.

pol3

Każdy kadr, każda linia ze sobą współgra. Poszczególne obrazy zdają się tworzyć jeden wspólny pejzaż. Nic tu się nie wyklucza. Zdanie „przerost formy nad treścią”, jakie zdarza się słyszeć przy omawianym nazwisku, to najczęstszy argument przeciw. I choć zgoda, ambicja tej historii nie przekracza pewnego poziomu, to nie można sprowadzać jej do roli bezrefleksyjnego przejścia po chodniku. Praca Nihei oferuje znacznie więcej –  każda użyta forma wyrazu wprowadzona została bez uchybień, a fakt, że graficznie jest to poziom kosmiczny może, choć nie musi, tworzyć pewne wrażenie dysonansu.

W tym miejscu należą się  brawa  dla tłumacza – p. Pawła Dybały – za przełożenie, rozeznanie w temacie i obranie jednolitej ścieżki interpretacyjnej tytułu. Nihei to twardy orzech do zgryzienia. O ile orzech. O ile gryziemy. O ile jest tak, jak myślimy. Chapeau bas.

Podążając za rozwojem akcji, musimy być jak bohaterka Obcy: 8 pasażer Nostromo;  nie wiedząc co się do końca dzieje, trzeba zmierzyć się jednocześnie z czymś, czego się nigdy przedtem nie spotkało. Nie będąc wcześniej w podobnej konfrontacji. Taki jest kunszt Nihei. Niepodrabialny. Niespotkany nigdzie indziej.

Dla bardziej obytych z animacją aniżeli komiksem, Abara nasuwa skojarzenia kilku z nich – nastrój zaczerpnięty wiadrami z pustek Ergo Proxy, niemo jak w pierwszych odcinkach Texhnolyze,  brutalnie i bezlitośnie jak podczas scen masakr w Gantz.

W tych salwach pochwał moje słowa mogą brzmieć skrajnie nieobiektywnie, ale nie przekonacie się o fakcie, czy Nihei tworzy dla Was, jeśli bezceremonialnie go zignorujecie.

To tak, jak ze specyficzną częścią niszowej muzyki. Typ kochasz albo nienawidzisz.

Komu więc szczególnie polecam w tym festiwalu porównań? Przede wszystkim dla tych, szukających nieprzeciętności w komiksie.  Zarówno pod względem rysunku, jak i klimatu. To drugie, nieprzypadkowo najczęściej powtarzane słowo, mogłoby stać się jego logo. Oczywiście na równi zachęcam fanów jakiegokolwiek z nazwisk, które powyżej padły, czy wymienianych przykładowych tytułów.

Mrocznie, nie dla każdego, ale jeśli będziecie mieli okazje kiedyś u kogoś  zerknąć – nie wstrzymujcie się, bo może, jak i ja, wsiąkniecie.

Oczywiście dla dorosłych, choć po prawdzie młodsi nie doczytali nawet do tego momentu, jak sądzę…

tumblr_nki04uDDTa1tdt6nvo1_1280

Niezaprzeczalnie polski rynek sporo zyskał na tej publikacji, a jak to w przypadku tytułów niszowych bywa – zysk materialny z tego znikomy. I choćby za to należą się wydawcy słowa wdzięczności. JPF’ie, oby tak dalej.

Informacje dotyczące wydania: format A5 (powiększony), 2w1, obwoluta (matowa), kolorowe (prześwietne!) strony.

Wydawca J.P. Fantastica

http://www.mangarden.pl/pl/p/Abara/1169

abok

Ps. Dla tych już po lekturze – cytat rozpoczynający idealnie pasuje do ostatniej sceny, przed Digimortalem, nie sądzicie?

Meph

To nie jest recenzja w ścisłym znaczeniu, zdecydowanie formą bliżej do eseju, czy traktatu na temat omawianej pozycji i autora. Celem było przede wszystkim odpowiedzieć na pytania, jakich inne recenzje pod uwagę nie brały.

Reklamy

3 thoughts on “Abara: Żebra – czyli o tym, jak rysować apokalipsę.

  1. Świetny tekst, z którym całkowicie się zgadzam. Mnie „Abara” kupiła tą wspaniałą architekturą miasta. Jest to manga, którą podziwiam dla widoków, z żadnym innym tytułem tak nie mam.
    Ja ze swojej strony dodałabym, że czytając „Abarę” miałam skojarzenia z twórcą z naszego podwórka. Mianowicie z Jackiem Dukajem i jego twórczością literacką. Chodzi o pewną konstrukcję fabularną. Dukaj uwielbia wrzucać czytelnika do kompletnego świata i już na dzień dobry zasypywać go informacjami o nim bez podania odpowiedzi i wyjaśnienia. Czytelnik musi sam się odnaleźć w obcym świecie, rządzącym się innymi prawami. W „Abarze” jest podobnie, autor nie daje taryfy ulgowej i nie prowadzi za rączkę pokazując i wyjaśniając każdy element z osobna, sam musisz nauczyć się tego świata. A świat z każdym kolejnym krokiem okazuje coraz bardziej niesamowity.
    Marzy mi się więcej tytułów Niheia w Polsce.

    Lubię to

    1. Faktycznie, zarówno Dukaj jaki i Nihei uwielbiają zmuszać do intuicyjnego poruszania się po tym co tworzą. Jednak robią to w sposób skrajnie różny, z innych biegunów. Dukaj zarzuci masą specjalistycznego słownictwa, neologizmami i kilkoma teoriami funkcjonowania świata, który wykreował. Tymczasem Tsutomu woli zachować w przedstawianiu pustkę, chłód. Bardzo szanuję obu autorów, obaj pokazali mi jak wiele jest stron, z których można podejść do „niedopowiedzeń”. Jeden zasypie to bagażem nauki i hipotezami – drugi będzie niemy, zostawi domysły i obraz. Z resztą o Jacku D. można by napisać setki stron, a i tak wiele do opisania zostanie. No i ma swoje wady, choć to pewnie kwestia czysto subiektywna.
      Ps. Dzięki za opinię!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s