Manga · Recenzja

Soul Eater – the story so far

ok_soul_eater_13Z Soul Eaterem zetknęłam się w gimnazjum, gdy dopiero stawiałam swoje pierwsze kroki w świecie japońskiej masowej kultury współczesnej. Anime zrobiło na mnie ogromne, bardzo pozytywne wrażenie. Gdy dowiedziałam się o wydaniu mangi w Polsce, sięgnęłam po nią z pewnymi obawami, ale również z bardzo wysokimi oczekiwaniami. Martwiłam się, czy manga sprosta moim wygórowanym wymaganiom. Okazała się jednak tworem chwytliwym i wcale nie gorszym od swojej adaptacji, a z pewnością pełniejszym.

J.P.Fantastica w swojej dobroci i miłosierdziu skierowanemu w stronę klientów, czytelników i małych ludków silących się na amatorkę pisarstwa w polskiej blogosferze wysłał mi najnowszy – trzynasty już, acz wcale nie pechowy! – tomik w doskonałym momencie. Potrzebowałam chwili rozrywki, a gdy na komputer ma się niewiele siły i czasu, a biblioteka jest zawsze za daleko, pozostaje liczyć na własne zbiory. Soul Eater pojawił się akurat wtedy, gdy usychałam z tęsknoty za odrobiną kultury dla ludzi prostych i spragnionych rozrywki. Kolejny tomik na szczęście mnie nie zawiódł.

Dostałam to, czego oczekiwałam, czyli mnóstwa akcji, niekończącego się rozwoju bohaterów i kawałka ciekawej, acz prostej fabuły. Cały Pożeracz Dusz opiera się na prostej walce dobra ze złem. Młodzi bohaterowie bronią tego, co dla nich ważne, przed spragnionymi szaleństwa wiedźmami. Maka, uczennica Zawodówki Śmierci, próbuje zrobić ze swojego towarzysza-przyjaciela-broni Kosę Śmierci. W tym celu musi zafundować Soul Eaterowi dziewięćdziesiąt dziewięć dusz zwykłych i jedną wiedźmią. Los jednak płata im figle i niezbyt im to wychodzi, a historia obiera tory, na których dążenie do stworzenia broni dla dyrektora staje się dla naszych małych bohaterów mało istotną kwestią. Tym samym Maka, wraz z innymi władającymi z przepełnionej groteską szkoły, wpada w samo centrum walki o tak zwany pokój na świecie, gdyż okazuje się, że istnieją istoty mające odpowiednią moc, by pogrążyć go w chaosie i szaleństwie.

To, czym najbardziej rozkochał mnie w sobie Soul Eater w długodystansowej relacji, to ciągły rozwój bohaterów, zmiany, jakie przechodzą łączące ich więzi oraz mnóstwo zależności zachodzących między jednym a drugim i zadziwiająca ich logiczność. Nigdy nie odniosłam wrażenia, że w postaciach wykreowanych przez Atsushiego Ookubo jest choćby minimum sztuczności, a są przy tym skrajnie różni, oparci na schematach i przerysowani. Jasne, wyolbrzymienia, karykatury, groteskowe elementy – to wszystko się pojawia również w odniesieniu do bohaterów i jest to zabieg sztuczny, ale bohaterowie sami w sobie, baza ich charakterów oraz ewolucje, jakie przechodzą oni i wiążące ich relacje, są stworzone bardzo solidnie. Za zbędną uważam analizę czy przedstawienie poszczególnych bohaterów – jest ich tylu, że każdy powinien znaleźć kogoś w rodzaju swojej bratniej duszy, z którą mógłby się utożsamiać podczas lektury. Na szczęście przy całej ich mnogości raczej żaden nie został zaniedbany. Nawet pomimo nieszczególnie ważnej roli, gdy autor już nam kogoś przedstawi, taką postać z marszu zaczynamy traktować jako niezależne indywiduum, a nie tylko element krajobrazu.

Pojęcie groteski w tej serii jest dość istotne. Fabuła oraz problemy, z jakimi borykają się niektóre postaci (szczególnie polecam przyjrzeć się Cronie), bywają ciężkie i ponure, ale dzięki groteskowemu przedstawieniu trudno traktować je w stu procentach poważnie podczas samej lektury, pewne rzeczy uderzają w nas dopiero, gdy zaczynamy je analizować. To sprawia, że w trakcie czytania doświadczamy – przy założeniu, że manga trafi w nasze gusta – wielu  emocji, często skrajnie różnych. Niepokój czy rozbawienie w swoim sąsiedztwie wcale nie zdają się być nie na miejscu, przeciwnie, odbiera się je jako coś naturalnego.

Zadziwiająca jest tu jedność stylu w rysunku i narracji. Tak samo jak kreska przedstawia obrazy niekiedy brzydkie, straszne czy po prostu złe w sposób zabawny czy karykaturalny, tak i zachowanie postaci, dialogi czy żarty sytuacyjne często kontrastują z powagą sytuacji. Warto skupić się w tej kwestii zwłaszcza na oprawie graficznej, myślę, że od razu powinna rzucić się w oczy jej niepowtarzalność, choćby po często przytaczanym przykładzie księżyca o groteskowych minach, przedziwnym przedstawieniu Zawodówki Śmierci i – powstałemu wokół niej – jedynemu w swoim rodzaju miasta. Najbardziej wzorcowy jest tu chyba jednak wizerunek samego dyrektora szkoły, czyli Śmierci we własnej osobie. Wielkie, disneyowskie ręce, maska uproszczona do granic możliwości z dziurami na oczy jak wielkie monety i niepasujący do powagi pełnionej funkcji infantylny, ale naiwny i pełen niewinności sposób wypowiadania się, niczym u małego dziecka. Jest to przykład sztandarowy, którego nie sposób przeoczyć i który kiedyś powieszę sobie na którejś ze ścian w formie plakatu, gdy już jakiekolwiek ściany będą moje. Fabuła trzynastu wydanych dotąd tomów zdaje się zbliżać do punktu kulminacyjnego.

Napięcie, jakie wygenerował autor w ciągu ostatnich kilku rozdziałów, zaczyna już przytłaczać i powoli irytować, ale wierzę, że po kilku odrobinę przydługich walkach nastąpi przełom i dostaniemy w końcu coś nowego, co da porządnego kopa fabule. Jak dotąd się nie zawiodłam na autorze i za każdym razem, gdy działo się tak dużo, że aż za dużo, pięknie wszystko rozwiązywał i wkraczaliśmy w kolejne etapy fabuły z uczuciem ulgi, ale i z niepokojem. Pozostaje mieć nadzieję, że dalej niczego nie sknocił.

Wydawnictwo J.P.Fantastica z Pawłem Dybałą jako tłumaczem przekazało nam porządnie, acz skromnie wydaną mangę (ach, ten mały format, ach, ten brak obwoluty). Czerń jest bardzo czarna i na kontrast nie sposób narzekać, tak samo jak na tłumaczenie, w którym żarty śmieszą a dialogi czyta się płynnie. Ubogie wydanie rekompensują nam dodatki, czyli przede wszystkim karty postaci. Jak już zbierzemy całą mangę, to pokażę je wszystkie zbiorczo, jestem pewna, że będzie to całkiem miła kolekcja.

Mam nadzieję, że Wy też czekacie na kolejne tomiki i że zechcecie ze mną poplotkować o Soul Eaterze w komentarzach. Będę przeszczęśliwa. 🙂

Reklamy

4 thoughts on “Soul Eater – the story so far

  1. No to ja niestety przyznam się, że mnie jakoś SE nie ruszyło… Przeczytałam swego czasu 8 tomików, znalezione u kogoś na półce i teraz średnio pamiętam co tam się działo ;< Przy czym doskonale wiem, że wina leży po mojej stronie, bo wiem, że humor i postaci po prostu nie trafiły mi do gustu. Mam nadzieję, że to zrozumiałe – historia trochę za bardzo ma klimat amerykańskiej kreskówki (które, notabene oglądam xD), który mnie nie kupuje, ale dla wielu innych będzie ogromną zaletą. No i nie lubię stylistyki halloween 😛
    No, wyspowiadałam się, ale tekst czytało mi się bardzo dobrze. Carni, pieprz pracę, pisz częściej xD

    Polubienie

    1. Wydaje mi się, że to nie tyle Twoja wina, co po prostu zwyczajnie trzeba pogodzić się z faktem, że nie ma tytuły, który spodoba się wszystkim, a jak Cię coś nie kupi to nie ma co ściemniać, że się lubi tylko dlatego, że się wie, że jest dobre.

      „Carni, pieprz pracę, pisz częściej xD”
      A będziesz mi za to płacić? 😀
      W tym miesiącu powinnam mieć już normalnie dwa dni wolne w tygodniu, więc damy radę. No i podjęłam kilka ważnych życiowych decyzji, tak więc teraz tylko do przodu. Zawsze do przodu. 🙂

      Polubienie

  2. Fantastyczny tekst, bardzo przyjemnie mi się go czytało 😉 Podpinam się do komentarza Dar, pisz częściej!
    Soul Eater jako anime podobało mi się okropnie, ale nie chciałam wrobić się w zbieranie tasiemcowej mangi (miałam zaczętą Pandorę i nie chciałam drugiego, a teraz i tak rozpoczęłam OP i Berserka więc w sumie pal to licho…), ale koleżanka zaczęła zbierać i po pierwszych czterech tomach przypomniałam sobie, dlaczego tak bardzo lubiłam Soula 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję bardzo, naprawdę miło mi to czytać! 🙂
      Faktycznie, ilość tomów pewnie dość skutecznie odstrasza, ale na szczęście manga nie jest sztucznie przedłużana, tylko tworzy kompletną, dobrze rozegraną historię, więc jestem w stanie uznać tę długość za uzasadnioną. Przynajmniej dobrze poznajemy bohaterów. 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s