Manga · Recenzja

Atak Tytanów #6

ok_atak_tytanow_05Niedługo fani chwycą do rąk siódmy tom Ataku Tytanów – jest to moment równie dobry jak każdy inny, by przypomnieć sobie, co działo się w poprzedniej części. A działo się wiele – krew lała się strumieniami, tytani po raz kolejny siali postrach wśród ludzi. Kobieta-Tytan wprowadza chaos w szeregi zwiadowców i tworzy nowe, nieznane dotąd dla naszej armii problemy.

[SPOILERY Z TOMU SZÓSTEGO!!!]

Hajime Isayama wie, jak napisać mangę, w której cały czas coś się dzieje i by tempo akcji nie zaczęło nudzić czytelnika. Mamy wielki pościg, pełen napięcia, strachu, smutnych wydarzeń; strat, których nie da się zapomnieć. Tytan inteligentny, który ściga formację zwiadowców w poszukiwaniu swojego celu (którego nie trudno się domyślić), okazuje się wyjątkowo silnym i świadomym przeciwnikiem. Tęgie głowy w armii ludzkości dostrzegają w jej działaniach coś więcej niż przypadkowe mieszanie szyków zwiadowcom, węszą w tym jakiś grubszy interes, jakiś większy plan.

W tomiku tym mamy do czynienia z testem inteligencji i silnych nerwów bohaterów – trudna sytuacja, zagrażająca życiu każdego z uczestników wyprawy, buduje ogromne napięcie. Nie pomaga fakt, że rozkazy dowództwa bywają bardzo enigmatyczne i niezrozumiałe. Erena, naszego bohatera, czeka jednak znacznie trudniejszy egzamin – wybory, przed którymi staje, zmuszają go do określenia swoich priorytetów i siły woli, stawiają pod znakiem zapytania jego moralność, cierpliwość, nerwy, a przede wszystkim – zaufanie do towarzyszy.

Autorowi udało się nie przesadzić z szybką akcją. Większa część tomiku to rzeczywiście pełen napięcia wyścig z czasem, udało się jednak wpleść retrospekcje, rozjaśniające trochę sytuację na froncie wśród elitarnej jednostki zwiadowców. Dowiadujemy się o relacjach Erena z nowymi towarzyszami i trochę o motywacjach, jakie nimi wszystkimi kierują. Cenny dodatek, uspokajający trochę emocje, a jednocześnie wzbogacający wiedzę czytelnika o bohaterach.

To, co się niezbyt udało, to wstawki informacyjne. W tym tomiku czytamy o lesie olbrzymich drzew i fermentujących drożdżach. Owszem, w pewnym stopniu te notki wzbogacają naszą wiedzę o wykreowanym przez autora świecie, są jednak na tyle nudne i mało istotne, że bledną przy poprzednich, często dość znaczących wpisach. Można odnieść wrażenie, że zwyczajnie zabrakło pomysłów na wypełnienie tych stron czymś bardziej sensownym.

Polskie wydanie jak zwykle zgrabne – onomatopeje wymazywane i zastępowane polskimi, a tłumaczenie pana Dybały nie pogorszyło się ani trochę. Pozostaje więc teraz czekać na następny tomik, oby równie ciekawy. 🙂

Za tomik wydawnictwu JPF – serdecznie dziękuję.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s