Uncategorized

Hirokiego Endo opowiadań krótka recenzja


Ocena zbioru opowiadań jest dla recenzenta trudnym zadaniem. Najczęściej każda z opowiedzianych historii pochodzi z innego okresu twórczości artysty, co wpływa zarówno na jakość
, jak i na dojrzałość opowieści, więc potraktowanie komiksu jako całości byłoby ogromnym błędem. I nie inaczej było tym razem. Krótkie formy Hirokiego Endo powstawały na przestrzeni czterech lat, od roku 1997 do 2001 czyli to nimi zadebiutował i tworzył je jeszcze w trakcie pracy nad jego najsłynniejszym dziełem – Eden – It’s not an Endless World. Czternaście lat po opublikowaniu w Japonii dwutomikowego wydania JPF wydał w Polsce całość w formie omnibusa. To obszerne tomiszcze zawiera osiem rozdziałów, które opowiadają siedem historii. Lekturę zaczynamy od akcji, ale w trakcie podróży do ostatnich stron będziemy mieli do czynienia z science fiction, odrobiną obyczaju, a nawet z ironiczną, króciutką autobiografią.Featured image

Publikację otwiera najstarsza z historii, czyli Kruki, dziewczyna i yakuza. Łączy w sobie elementy akcji i dramatu wzbogacone o metafizyczne zagadnienie, w którym kruki zostały obsadzone w bardzo ważnej, symbolicznej roli. Opowiada o zderzeniu się dwóch różnych światów – jeden z nich to świat przemocy japońskiej mafii; drugi to dziewczyna i jej kruki – wyrzuceni na skraj społeczeństwa i żyjący tam, w ciszy i spokoju. Kiedy dochodzi do takiego skrzyżowania się odmiennych poglądów i sposobów postrzegania rzeczywistości, może dojść jedynie do tragedii. Pomimo tego, że Hiroki Endo w czasie pracy nad tym opowiadaniem był świeżo upieczonym mangaką, to fabuła prezentuje dość przyzwoity poziom. Warstwie graficznej nie ma wiele do zarzucenia. Pamiętajmy, że autor pobierał nauki w Musashino Art University, więc debiutując miał niejakie pojęcie, co robi – ale oczywiście nie oznacza to, że nie popełniał błędów. Technicznie rysunek nie posiada wad, proporcje prawidłowe, projekty postaci i otoczenia też niczego sobie, jednak widać, że linie nie są prowadzone ręką dojrzałego artysty. Wydają się rozedrgane, a wiele przedmiotów zdaje się płaskich. Być może to dość naciągnięty zarzut, ponieważ to jest dobrze narysowany komiks, ale znając późniejszą twórczość, trudno oprzeć się dozie krytyki.

Peron może nam przypominać Kruki… pod tym względem, że po raz kolejny ważną rolę pełni japońska mafia. Tym razem są nam przybliżone wewnętrzne porachunki tej organizacji, odbywające się na samym szczycie. Główny bohater to syn bosa, który nienawidzi swojego ojca i tego, co sobą utożsamia. Buntuje się przeciwko światu, w którym dorastał. Jest to historia o dojrzewaniu, o pierwszych próbach wejścia w dorosły świat, co niesie za sobą trudne wybory i ból. Na pierwszy plan wychodzi nam także wątek emancypacji kobiet i mężczyzn. Jak w całym zbiorze i tym razem nie dostajemy gotowych odpowiedzi. Endo pisze jedynie historię, którą my możemy tylko zinterpretować. W trakcie czytania tego opowiadania – mam wrażenie – przebija się głos samego autora. W trakcie jednego ze spotkań Shina z przyjacielem (starym, zaufanym pracownikiem jego ojca), toczy się rozmowa o istocie malarstwa. Możemy w tym odczytać przemyślenia samego autora w temacie swojej własnej twórczości, co jest, jak sądzę, oznaką dojrzewania i rosnącej świadomości Endo jako artysty.

Także graficznie ta opowieść znacznie wybiega poza poprzednio omawiane standardy. Już pierwsze kadry malują przed nami pejzaż oblany promieniami dokazującego słońca. Tory kolejowe, dalej linie wysokiego napięcia, a przed tym wszystkim nasz kilkuletni jeszcze bohater trzymający siatkę na owady. To wprawdzie niewiele szczegółów, ale w rękach sprawnego rysownika zdolne są odtworzyć specyficzny klimat japońskiego lata. Jeśli pamiętacie początkowe sceny Neon Genesis Evangelion, chwilę przed atakiem anioła, to wiecie, co mam na myśli. Nie można nie docenić faktu, że efekt ten został osiągnięty bez dźwięku, czyli nie usłyszymy – wydawać by się mogło, że niezbędnego – brzmienia cykad. Peron to także piękne, szczegółowe tła. Co prawda nie ma w nich ogromu szczegółów, są raczej ostrożnie dozowane, ale umiejscowione rozmyślnie, tworząc sobą wiarygodne miejsca, które z pewnością mogłyby gdzieś zaistnieć. Rysownik albo posiada doskonałą pamięć i składa z napotkanych kiedyś na spacerze elementów takie właśnie lokacje, albo po prostu korzysta ze zdjęć. Jednak i tła są traktowane jako pewien środek. Kiedy są zbędne, a najczęściej kiedy autor chce wyszczególnić jakiś dialog, wtedy z nich rezygnuje i zostawia pusty kadr wyłącznie z twarzą rozmówcy. O ile w wielu mangach jest to narzucone przez terminy oddania gotowego produktu do druku, to tutaj mamy do czynienia z świadomie i ostrożnie używanym zabiegiem.

Warto napisać kilka zdań o Hang. Zdecydowanie pasuje do niej podtytuł całego zbioru, ponieważ jest to zwarta w sobie opowieść, bardzo krótka. Rzecz dzieje się na zawieszonym na olbrzymiej konstrukcji świecie. Nie wiemy, to znaczy nie powiedziano nam, czytelnikom, skąd wzięły się te wszystkie liny i strop, do którego są przymocowane. Możemy wyłącznie domyślać się ich natury z nielicznych, rzucanych gdzieś w tle, w radiu, wypowiedzi na ich temat. Mogą, podobnie jak budowle w mangach Niheia, być reliktem przeszłości, wokół których rozwinęła się nowa cywilizacja. Albo wymyślnym więzieniem na wzór kolonii. Albo ostatnim bastionem ludzkości. Są tajemnicą.

Warto przy okazji nadmienić, że w Hang – i w całym komiksie – Polacy dostali nieocenzurowane sceny seksu. Dość pikantnego i dobrze wyreżyserowanego. Pomimo swoich rozmiarów dostajemy esencję treści z możliwością szerokich interpretacji. Jesteśmy nawet do tego zmuszeni z powodu dziesiątków niedomówień. Bez choćby próby odpowiedzi ta część publikacji będzie w dużej części sprawnie narysowanym erotykiem w ciekawej konwencji.

Ostatnią historią, którą chciałem omówić, jest Licealistka 2000, zdecydowanie moja ulubiona część całej publikacji. Nie jestem przekonany, dlaczego tak jest. Lekki klimat z gorzkawym wydźwiękiem na pewno miał w tym swój udział. Licealistka to komediowa autoironiczna historyjka, w której rubaszny Endo z okresu początków swojej pracy jako mangaki wraca do czasów licealnych. Nieodwzajemniona miłość, refleksje nad utraconą młodością, przedwczesny kryzys wieku średniego – to lekko nadszarpnięte tematy. Jest to także najprzyjemniej narysowany rozdział. Sceny są całkiem swobodnie chwytane w kadrze, a rysunek wydaje się subtelniejszy.

Poza wspomnianymi powyżej są jeszcze trzy dłuższe historie oraz mniejsze dodatki. Pierwszy z nich, jednostronicowy i bezimienny, znajduje się pomiędzy dwoma pierwszymi rozdziałami. Poziomem przypomina przegrany, pijacki zakład. Wygląda on jakby Endo przegrał pod wpływem takich lub innych środków i został zmuszony do napisania i opublikowania. Można dopatrywać się czegoś więcej, sam coś bym znalazł, ale jestem całkowicie pewny, że decyzja o narysowaniu tej stronicowej historyjki nie była podjęta świadomie lub dobrowolnie.

Co można napisać o zbiorze jako o całości? Rzecz oczywista, że ma lepsze i słabsze strony. Ale i to zależy od subiektywnej oceny. Mnie, dla przykładu, wybitnie nie spodobała się Na pewno jesteś bardzo ładna. Jednak, jeśli spojrzeć na całość, to największą zaletą Krótkich historii jest obserwowanie rozwoju Hirokiego Endo. Jak zmieniał się warsztat rysownika, wypatrywanie echa jego dalszej twórczości – przy tym bawiłem się najlepiej. I gorąco Wam polecam odkrywanie twórczości Endo na własną rękę – a ja żyję nadzieją, że kiedyś narysuje coś na skalę Eden – It’s not an Endless World.Featured image

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s