Uncategorized

Z seansu Onepunch-Mana pierwsze wrażenia spisane – bełkotliwie

Myślę, że będzie krótko.

Szczycąca się od pewnego czasu renomą manga, ściśle oparta na internetowym komiksie ONE’a, dostała rysownika z prawdziwego zdarzenia – Yuusuke Muratę. Oryginalna historia – cóż – była rysowana tak, jakbym rysował ją ja – a rysuję tak: Featured image Jednak kiedy fabułę przedstawił profesjonalny grafik, to tytuł błyskawicznie stał się popularny, a decyzja o adaptacji anime zapadła dość szybko, co skutkowało – prawdopodobnie – blokadą sprzedaży licencji na papierową wersję aż do premiery animacji. Ale premiera już ze dwie chwile za nami i w tym miejscu wkraczam, niespodzianka, ja.

Jestem świeżo po seansie dwóch pierwszych odcinków, pojawił się już trzeci, ale zdecydowałem się ograniczyć swoje pierwsze wrażenia do tych obejrzanych, na resztę przyjdzie pora – lub też nie przyjdzie.

Pokrótce o czym to wszystko jest. Jak się zapewne nie domyśliliście jest o tytułowym Onepunch-Manie, superbohaterze, który po nadludzkim, trwającym okrąglutki rok treningu zyskał siłę, która zmiata każdego przeciwnika wyłącznie po jednym ciosie. Bohater wpada w depresję, w trakcie przygody będziemy obserwowali jego wewnętrzne zmagania z swoją nieludzką siłą, która zabiera mu całą radość z walki. Będzie ciężko i psychologicznie. Żartowałem.

Manga jest niepoprawnie śmieszną komedią. Anime już mniej, ale nadal coś zostaje z komiksu, chociaż nie tyle, ile bym chciał. Warto uświadomić licznych czytelników niniejszej recenzji, że humor w mandze był oparty w dużej mierze na kresce i kadrach. Bohaterski bohater główny bywał rysowany głupkowato, a wtedy stał na zgliszczach miasta, które zniszczył…

Ktoś je zniszczył, nieważne, no spoilers, ważne, że było to śmieszne. W animcu twórcy starali się to zachować, ale jednak ten pierwiastek śmieszności gdzieś im umknął. Także wiele scen z powodu interwencji scenarzystów stało się tylko trochę zabawnymi, tak, że uśmiechnąć się można, ale zrywać boków już nie bardzo. Do tej pory obarczałem winą ludzi stojących za anime, ale istnieje prawdopodobieństwo, że po prostu konwersja mangi na anime była w tym przypadku niemożliwa. Różnice pomiędzy tymi mediami są spore. Pomimo tego, że wcześniej mówiło się, że ta ekranizacja będzie nie do zepsucia, ponieważ wystarczyłoby pokolorować kadry. Same sceny bywały często wręcz filmowo przekoloryzowane, nawiązując do amerykańskich produkcji jak marvele i inne Batmany. Widać – wielu się myliło.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s