Manga · Recenzja

Green Blood – koszmar amerykańskiego snu.

cment„Dybała zostawił nazwy własne! Nie przetłumaczył imion i pseudonimów! Po tylu latach w końcu coś zrobił dobrze!”. Takie oto rzeczy słychać było w kuluarach fandomu. Pomińmy jednak – sprawiających niemało rozrywki – krzykaczy, a zajmijmy się nowym komiksem. Komiksem, który ma więcej zalet niż mrocznie brzmiący Grim Reaper, a atmosfera wynosi go – w moim prywatny rankingu – niezwykle wysoko, i to nie tylko w swojej kategorii.

Rosnąca w siłę linia wydawnicza JPF-u nazywana – co jest pewnym skrótem myślowym – ,,serią dla starszego czytelnika” otrzymała kolejnego rasowego seinena. Piękna, charakterystyczna kreska z prawdziwie gęstym (wręcz smolistym) klimatem westernu. Zaznaczyć tu jednak trzeba, że western jest jedynie pierwszym, mocno narzucającym się skojarzeniem – definicyjnie Green Blood nim nie jest i opisywanie go jako takiego jest błędem. Atmosfera natomiast jest tym, co przełamuje definicje i na tym polu zdecydowanie podano sobie ręce.

Wracając do kreski, za którą odpowiada (znany już u nas dzięki jednotomówce Hideout) Kakizaki Masasumi muszę – ponownie – wyrazić swój zachwyt nad techniką, której używa. Wielkopowierzchniowe kadry, które wyglądają, jakby były fotografią zrobioną antycznym aparatem z pękniętą szybką. Linie przecinające ujęcia, zaokrąglone na krańcach stron, nasuwające na myśl równoleżniki i południki na mapie. Pajęczyna, biała nić najlepszego szewca przechodząca przez obiektyw. Białe punkty, wyglądające jakby wzburzone drobiny kurzu. A na wszystko nałożony czarno-biały filtr. Kiedy złączy się to z dramatyczną otoczką walki o przetrwanie i lepsze jutro wychodzi mieszanka, którą chce się smakować.

Przewracasz stronę, a tam najpiękniejsze pocztówki XIX wieku, narysowane w tonie stylowego realizmu.

pociagFabuła opiera się na dwóch braciach Burns. Luke i Brad przybyli jako imigranci w poszukiwaniu domu, w pogoni za amerykańskim snem; wojna secesyjna dobiegła końca, a Lincolna zamordowano. Obiecali sobie, że kiedyś wyrwą się z biedy, ale rzeczywistość daleka była od ich oczekiwań – muszą mierzyć się z przeciwnościami bezwzględnego świata. Na każdym kroku kurtyzany, rozbójnicy, mordercy, złodzieje, gangi, a przede wszystkim brak perspektyw. Wyliczać tak można jeszcze długo, gdyż miejsce do którego trafili, nazywane jest najgorszymi slumsami świata. To dzielnica Five Points, w której pod hasłem „sprawiedliwość” wyskakuje „nie znaleziono”.

Młodszy z braci – Luke – jest osobą o złotym, gołębim sercu. Dobry, pracowity i codziennie harujący za 50 centów. Stara utrzymać się na powierzchni w tym zapomnianym przez Boga miejscu, a jego siłą napędową jest dawno obrany cel, którym nic nie jest w stanie zachwiać.

Brad jako dorosły wydaje się być nad wyraz nieodpowiedzialny i leniwy, spędzając całe dnie na bezproduktywnym bycie. Jest to jednak twarz pokazywana Luke’owi tylko po to, by ukryć swoją prawdziwą tożsamość. Znany (choć tylko dla zainteresowanych, a raczej tej części, która nie staje się jego celem i uchodzi z życiem) jako Grim Reaper pracuje na zlecenie gangu Grave Diggers. Ponury Żniwiarz, które to określenie pojawia się wymiennie, pamięta o wspólnej, braterskiej przysiędze i stara się dotrzymać słowa na swój sposób, mając dodatkowo jeszcze jeden, ukryty, motyw. Piętno cierpienia i determinacji, którym jest naznaczony, towarzyszy mu przez cały czas, przy każdym ruchu.

Zatarg, w który się wda, doprowadzi do konfrontacji jego zasad z „zawodową powinnością”, i postawi przyszłość pod znakiem zapytania.

Na marginesie, dla miłośników golizny też znajdzie się kadr czy dwa odsłoniętych „przestrzeni”.

strzal

Za przekład odpowiada naczelny tłumacz JPF-u –  p. Paweł Dybała. Ostatnio część roboty oddaje nowej załodze, więc kto wie, może kiedyś  będę pisał „tę mangę wyjątkowo przełożył (…)”. Wracając jednak do rzeczywistości – dlaczego wspomniane na początku nazwy własne nie zostały przetłumaczone na język polski?

W gruncie rzeczy przez to, że w oryginalne były zapożyczeniami z języka angielskiego. Dla miłośników szczegółów – w katakanie jest グリム・リーパー, poza tym pasuje to do klimatu, miejsca i czasu. Tak samo wygląda sytuacja z グレイブ・ディガー czy アイアン・バタフライ, tyle że tutaj, dla bardziej naturalnego brzmienia, robimy z liczby pojedynczej mnogą, będzie więc Grave Diggers i Iron Butterflies. Reszta Green Blood jest przełożona solidnie, z przekleństwami w akceptowalnej ilości, przynajmniej w mojej opinii. Irytować może niekonsekwencja w zapisie. Raz mamy Grim, a raz Grimm. Czemu dodatkowe „m” pojawiło się np. w opisie i na obwolucie – pozostaje to zagadką. Pomijając błędy, warto wspomnieć, że śmiech zapisywany jest przez samo „h”, gdzie w pozycjach spod logo słonia używano przeważnie wersji z „ch”. Oprócz wspomnianych niesnasek nie mam się do czego przyczepić.

Onomatopeje wyczyszczone i dokładnie zamienione na odpowiedniki w naszym języku, więc jak kogoś interesuje, jaki odgłos wydaje ciało ciągnięte po północnoamerykańskiej ziemi, to tu zaspokoi swoją ciekawość.

Wydanie posiada matową obwolutę – pod jej spodem jest zupełnie inna grafika, na którą warto zerknąć choćby w ramach ciekawostki. Powiększony format, marginesy wewnętrzne z numeracją stron, wszystko tak jak powinno być. Szkolna piątka.

Tom pierwszy kończy się zawieszeniem akcji z rodzaju tych, co dla poznania dalszej historii ma się ochotę przeszukać każde dostępne źródło. A przynajmniej długo po odstawieniu lektury nie odchodzi w zapomnienie. To wielka zaleta.

Dalej zapowiada się brutalnie, bezceremonialnie, bez ugrzecznień i z wciągającą opowieścią o poświęceniu dla marzeń –  o normalności i spokojnym bycie. Rozwinie się też wątek wojny gangów i ojca Burnsów. Warto czekać.

PS Imigranci i łącząca się z nimi dyskryminacja, walka, strach i problemy kulturowe to bardzo aktualne tematy. Bardziej na czasie, pod względem tej tematyki, GB być chyba nie mógł.

Meph

okladgb

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu J.P.Fantastica, a po ewentualny zakup zapraszam tutaj:

http://www.mangarden.pl/pl/p/Green-Blood-tom-01/1780

Reklamy

2 thoughts on “Green Blood – koszmar amerykańskiego snu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s