jpf · Recenzja

Miłosne cierpienia umarłych, czyli Ito po raz kolejny

Nie oszukujmy się.

Junji Ito nie należy do twórców radośnie eksperymentujących w swojej twórczości. Snuje historie, które są lepszym lub gorszym pretekstem do pokazania tego, co definiuje jego styl. Do obrzydliwości, ohydy i wywołania zniesmaczenia. Czasem także, jak forma dopisze, do zilustrowania wybitnego szaleństwa, koszmaru niezdrowego umysłu. W ostatnich słowach nawiązuję oczywiście do najciekawszych w jego twórczości pozycji, czyli do Uzumaki i Gyo: Odór śmierci. Te dwie mangi, owszem, epatowały wspomnianymi synonimami. I robiły to na każdym kroku. Jednak Ito nadał w nich jakiemuś elementowi rzeczywistości pierwiastek szaleństwa i spotęgował go do kolosalnych rozmiarów. I w ten sposób spirale obok tego, że hipnotyzują, także przerażają,
a ryby już nigdy nie będą smakowały tak dobrze. A jak będzie tym razem?

W pewnym mglistym miasteczku odrodził się zwyczaj wróżenia sobie. Polegał na poproszeniu pierwszego napotkanego przechodnia o krótką wróżbę. Zazwyczaj dotyczyły błahostek, czasem były to poważniejsze problemy.

Mała, rozleniwiona i zasnuta mgłą mieścina należała raczej do tych, z których się wyjeżdża, niż do nich wraca. Niestety los rządzi się prawami niedostrzegalnymi przez ludzi i po ośmiu latach pewien chłopak wraca do miejsca swego urodzenia. Jego powrót sprzęga się z pojawieniem się konsekwencji pewnego wydarzenia sprzed ośmiu lat.

Miłosne cierpienia umarłych to tytułowa historia, z całą pewnością dominująca cały tom, w którym znajduje się także kilka innych, pomniejszych. Sposobem Ito nie jest to ciągła fabuła, a kilka rozdziałów, które łączy temat, postaci i niepewne dążenie do jakiegoś zakończenia. Doskonale widać, że fabuła była pisana z rozdziału na rozdział bez pretensji do stworzenia spójnego przekazu. Nie jest to wadą, przecież od Ito oczekujemy czegoś innego. Jednak tej historii brakuje w większości tego, czego jednak oczekujemy, czyli porządnie narysowanego gore.

A tego niemal wcale nie otrzymamy. W całym tomie naliczyłem tylko jedną scenę zmuszającą do trzymania palców z dala od faktury papieru. Rysunek utrzymuje poziom, do którego przyzwyczaił nas autor, jest mroczny, brudny i nie boi się zbliżeń na wszelkie odstręczające zjawiska, jak głęboko cięte rany na szyi. Co niestety zdecydowanie nie wystarcza. Obrazkom tym brakuje tych kilku pociągnięć pędzlem, które charakteryzowały najlepsze dokonania mistrza rysowanego horroru. Cóż, nie sądzę, aby fani Ito wielokrotnie sięgali po tom w celu podziwiania co smaczniejszych scen. Może poza tymi kilkoma kadrami wieńczącymi część poświęconą miejskim wróżbom.

Poza Miłosnymi cierpieniami umarłych wraz z zakupionym tomem dostajemy jeszcze cztery, znacznie krótsze, historie: Przedziwne rodzeństwo Hikizurich, Tam, gdzie mieszka ból fantomowy, Żebra oraz Wspomnienie o prawdziwej kupie.

Ta ostatnia to króciutka historyjka z rodzaju strasznych historii opowiadanych w podstawówce. Krótka i żenująca. Nie wiem, czemu autor w ogóle poświęcił czas na jej narysowanie, a potem czemu podjął decyzję o publikacji jej w wydaniu zbiorczym, więc ją zostawmy. Tam, gdzie mieszka ból fantomowy oraz Żebra to także niedługie one-shoty. O ile ta pierwsza w żaden sposób mnie nie zaciekawiła, to Żebra są interesującą parafrazą miejskich legend, które od jakiegoś czasu wydają się być modnym tematem. W rolach głównych występują młode i niezadowolone ze swoich talii dziewczyny i pewien chirurg plastyczny, który rości sobie prawo do leczenia z kompleksów.

Przedziwne rodzeństwo Hikizurich to dwa opowiadania o rodzeństwie składającym się niemal z samych indywiduów. Ze wszystkich nietytułowych historii to właśnie ta wydaje się najciekawsza. Opiera się na komedii, a to jest u Ito rzadkością. Oczywiście na tej czarnej, która nigdy mnie nie bawiła, ale w tym przypadku nawet jeśli nie zdarzyło mi się wybuchnąć śmiechem, to przynajmniej nastrajała mnie do czytania. Także w rysunku rozdziały odstają od pozostałych. Postaci nabrały cech karykatur, a tła narysowano zdecydowanie jaśniej, bez zamalowywania wszystkiego tuszem, co leży w sposobie Ito. Wygląda to dobrze i pozwala zaoszczędzić yeny na farbę.

Gdyby podsumować w kilku zdaniach Miłosne Cierpienia Umarłych to musiałbym napisać, że to Junji Ito w nie najlepszej formie. Bez szaleństwa i ohydy Uzumaki, a nietuzinkowego klimatu Black Paradox także ni widu, ni słychu. I gdybym na tych słowach poprzestał, to pewnie wyszłoby, żeby (eufemistycznie rzecz ujmując) nie śpieszyć się z kupnem akurat tej mangi i poświęcić swoje pieniądze na te, które zdołały wchłonąć wraz z atramentem trochę niezdrowego umysłu swojego autora. Jednak dochodzą mnie słuchy, że ten zbiór wcale nie jest taki zły, jakim go opisuję. W ogóle przy mangach Ito częściej występują skrajne opinie. Na przykład po premierze Black Paradox okazało się, że jest to jednocześnie najlepsza i najgorsza manga Ito wydana dotąd w Polsce. Więc obawiam się, że musicie spróbować sami. Ja tu tylko sprzątam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s