jpf · klasyka · Manga · Recenzja

Nie rozstajemy się na zawsze. Będę na ciebie czekał w samo południe mych snów.

Science Fiction. Gatunek, w którym panują roboty i zaawansowany poziom technologiczny obecnych cywilizacji. Nieobca jest mu technologia, której często pożąda się w czasach tworzenia dzieła. Zauważyłam, że choć science fiction leży na półce z fantastyką, większość twórców boi się wplatać w niego magię. Zupełnie tak, jakby wiara w „liczy się tylko to, co zbadane lub do zbadania możliwe” kłóciła się z wiarą w nadnaturalne – jak odwieczna walka fanatycznych wyznawców nauki z wyznawcami jakiejkolwiek innej religii.
Czytając mangi i oglądając anime zauważyłam również, że Japończycy nie boją się przekraczać żadnych granic. A może inaczej – dla nich jakiekolwiek granice tworzenia nie istnieją. Owocem tej otwartości jest między innymi „Srebrny Trójkąt”, dzieło na wskroś magiczne i ulotne, tworzone w rytm muzyki. Jednocześnie jest ono jednym z najbardziej sci-fi tytułów, jakie dane mi było przeczytać – napisane z dokładnością badacza, doskonale przemyślane i bez dziur logicznych, o co w naukowej fikcji bardzo trudno.
Historię opowiedzianą przez Moto Hagio poznajemy od środka, ale to w niczym nie przeszkadza, bo tak samo zaczyna główny bohater, chociaż z jego punktu widzenia zdaje się to być początkiem. Marley, człowiek sam w sobie niemal tak tajemniczy jak cała fabuła, natrafia na niezwykłą muzykę. Za sprawą otrzymanego od przyjaciela nagrania poznaje głos Eloquis i, wiedziony przeczuciem, udaje się na jej koncert. To wydarzenie uruchamia pokręcony ciąg przyczynowo skutkowy, wrzuca Marleya w wir przedziwnych wydarzeń i zmusza go do podążania za tajemniczą Lagtorin. To właśnie ona jest centrum wydarzeń, ich początkiem. Bez niej ta historia nie istnieje.
42a88527d424970df30790ee5023641cMoto Hagio opisuje jeden świat na dwóch nierozerwalnych, acz zupełnie do siebie niepodobnych, płaszczyznach. Jedną jest świat Marleya, cywilizacja napędzana nauką i technologią. Nauka pozwala ludziom na odtwarzanie zmarłych po śmierci, na sztuczne przedłużanie życia i młodości. Nie brakuje również superinteligentnych komputerów, które potrafią prowadzić konwersacje niemal na poziomie człowieka, a sama ludzkość wypracowała metody walki z „czynnikami destabilizującymi”, czyli wszystkim, co w jakikolwiek sposób może zakłócić porządek publiczny.
Z drugiej strony Srebrny Trójkąt, kwintesencja magii w tej historii. Lud z tej odległej planety poznajemy wraz z pieśnią Lagtorin w pierwszym rozdziale. Gdy tylko wydarzenia zaczynają się zbliżać do ludu o skośnych oczach wszystko zdaje się bardziej ulotne i poetyckie. W kontraście do technologii i maszyn ze świata Marleya, w świecie Lupanta i Myupanta dominuje natura, poznawanie intuicyjne i muzyka. Tam, gdzie Lagtorin jest machiną napędzającą akcję, tam też jest Srebrny Trójkąt, nadający jej rytm. Tego się nie da rozdzielić.
W natłoku kiepskich dzieł i popłuczyn po starych, dobrych tworach, tym, co najbardziej mnie zachwyciło w „Srebrnym Trójkącie”, jest perfekcja stworzonego świata i historii. W sci-fi niezwykle łatwo o nieścisłości, zwłaszcza, jak wplecie się w to podróże w czasie, aż proszące się o paradoksy. Moto Hagio po raz kolejny – po „Klanie Poe” – pokazała, że nie potrafi stworzyć historii prostej. Znów mamy do czynienia z ogromem przeplatających się wątków, zazębiających się w taki sposób, że najdelikatniejsze zmiany mogłyby zakłócić logikę stworzonego świata. Choć tak łatwo byłoby to zniszczyć mamy do czynienia z solidnie napisaną naukową fikcją, każdy kadr, każde słowo, wszystko się skleja w nierozerwalną całość. To dzieło jest takie dobre dzięki magii, której – być może – wielu tworom z tego gatunku brakuje, bowiem to właśnie poprzez jej zastosowanie udaje się uniknąć dziur logicznych i paradoksów. Moto Hagio po raz kolejny udowadnia, że cokolwiek tworzy, tworzy w sposób przemyślany – i chwała jej za to.a60626fab142bf353bf05769126b3303
Chociaż widać, że wszystkie dzieła tej autorki wychodzą spod pióra świetnego twórcy to trzeba przyznać, że potrafi każdemu z nich nadać indywidualizm, sprawić, że wygląda jak żadna inna. Można to poznać nawet po rysunkach, które, choć tworzone tymi samymi metodami i takim samym stylem, mają kompletnie odmienny klimat i doskonale zgrywają się z nastrojem historii. W „Klanie Poe” mamy do czynienia z rysunkami bogatymi, pełnymi słodkości, detali, statycznych krajobrazów, z bogactwem ekspresji na twarzach bohaterów. W „Srebrnym Trójkącie” co ważniejsze kadry opatrzone są rysunkami, które zdają się uciekać ze stron mangi. Dzięki doskonałemu oddaniu ruchu i wspaniałym metodom ukazania wielowymiarowości pewnych elementów rysunki zdawały się płynąć wraz z muzyką poprzez czasoprzestrzeń. Tego się nie dało lepiej narysować.
Jest tak wiele rzeczy, które chciałabym napisać o tej mandze – tak wiele treści wartych jest przemyślenia i skomentowania, wszystko zdaje się być jednak spoilerem, gdyż najmniejszy element fabuły ma ogromny wpływ na rozwój tej historii. Pozostaje mi więc stwierdzić, że „Srebrny Trójkąt” poleciłabym wielu fanom gatunku, nawet tym niezaznajomionym z mangą. Warto. Moto Hagio pokazała, jak stworzyć ulotne, harmonijne dzieło, bazując na doskonale przemyślanym świecie przyszłości, nie pozbawiając go magii i ulotnej niezwykłości.

„Nie rozstajemy się na zawsze. Będę na ciebie czekał w samo południe mych snów.”

Serdecznie dziękuję wydawnictwu J.P.Fantastica za udostępnienie tomiku w celach recenzenckich.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s